*Perspektywa Eleny, Następny dzień, Ranek*
Rozkleiła zaspane oczy. Oślepiło mnie wręcz to całe białe ,
podkreślam CAŁE pomieszczenie. No może oprócz mojego telefonu i jakiegoś jabłka
od Lexi. Noga nadal cholernie boli chociaż operacja odbyła się jakieś 7/8
godzin temu. Nie narzekam, ból był gorszy. Moje powieki nadal opadały, ale
wiedziałam, że już nie zasnę, więc odpuściłam sobie jakieś próby. Chwyciłam po telefon.
Na moje nieszczęście był na końcu szafki -,- Minęło jakieś 10 minut zanim
odzyskałam mój komunikator ze światem. Odblokowałam go, a na wyświetlaczu
zobaczyłam godzinę 10.30 ??? O tej godzinie normalnie przewracam się na drugi
bok. Przetarłam oczy i się przeciągnęłam. A właśnie Lex miała przyjść… I Louis…
Może, a właściwie co ja sobie myślę, że co ? Że Louis za którym lata każda
dziewczyna przyjdzie do kogoś komu złamał nogę ? Wątpię… Nagle coś huknęło.
Dźwięk dochodził od drzwi więc odruchowo spojrzałam się tam. Lexi weszła jak
jakiś fejm z rąsią zgiętą i z 15 torbami z różnych sklepów. Jak ona to uniosła
tak w nawiasie ? Ledwo się trzymamy, a ona sobie na zakupki poszła. -,- Rzuciła
pierwsze pięć z lewej ręki na moje łóżko, a 6 otworzyła. Wyciągnęła z niej
śliczną
bluzeczkę

-Patrz co mam ! – powiedziała machając mi nią przed oczami.
- Dziękuję.. Nie mogę od ciebie tego wziąć… - Powiedziałam z
lekkim zawodem.
- Możesz – powiedziała wręcz wciskając mi ją w ręce –
dostałam mały awansik. – Uśmiechnęła się , a ja rzuciłam jej się na szyję.
Uściskałam ją. I ładnie podziękowałam za prezent. Lexi przysiadła się koło mnie
i rozmawiała jeszcze przez długi czas. Rozmowę przerwał ją jakiś krzyk na
korytarzu. –Biegnij !Lexi właśnie miała wstać i zobaczyć kto to jest kiedy do
pomieszczenia wbiegło dwóch facetów przepychających się w drzwiach, aby jak
najszybciej wejść do pokoiku szpitalnego. Kiedy już jakimś cudem przecisnęli
się przez drzwi. Stanęli przede mną na baczność jak w wojsku i uśmiechnęli się.
To Lou ! Byłam wniebowzięta. Myślałam, że nie przyjdzie, ale jednak. Dotrzymał
obietnicy. Koło niego stał jakiś chłopak.. Tak jak bym go z skądś znała… o,O
- Um.. A więc Elena – Harry, Harry – Elena – powiedział Lou Uśmiechnęłam
się lekko do niewysokiego loczastego kolegi Louisa, na co on też odpowiedział
mi miłym uśmieszkiem. Lecz długo nie patrzył się na mnie, swój wzrok od razu
przeniósł na Lexi. W przeciwieństwie do Lou, który patrzył się na mnie.
Próbując przerwać tą dość długą ciszę powiedziałam :
-Um.. Harry to jest Lexi moja przyjaciółka.
-Miło mi cię poznać Lexi – powiedział Hazza podając rękę
mojej przyjaciółce.
- Mi tez – uśmiechnęła się lekko Lex, ale ona w porównaniu
do Harr’ego nie gapiła się na niego, ale wysyłała mi jakieś dziwne
niezrozumiałe sygnały oczami (?! O.O). W każdym razie nie mówiły one „O mój
Boże, cóż za piękny brunet.”.
- To komu kawy ? Widziałam tam na korytarzu automat. –
zawołała Lex wstając z krzesełka.
-Mi – Powiedzieliśmy prawie w tym samym czasie ja i Louis,
za to Loczkowaty podniósł rękę. Lex podniosła torbę i poszła w stronę drzwi. –
Czekaj – krzyknął Hazza. Lexi stanęła jak na rozkaz. – Ide z tobą – oznajmił.
Lexi wzruszyła tylko ramionami i wyszła, a za nią biegł Hazza. Jak jakiś
ratlerek. Ja i Lou znowu zostaliśmy
sami. Chłopak usiadł na krzesełku nie odwracając ode mnie wzroku. Dobra, ta
cisza była już nudna. Zawsze kiedy zostawaliśmy ze sobą sam na sam było cicho.
To było niezręczne. Louis wziął oddech i postanowił coś w końcu powiedzieć, ale
ja mu przerwałam.
- A więc chcę usłyszeć jak śpiewasz ! – powiedziałam z
triumfalną miną zakładając ręce.
- Co ?
- No chcę posłuchać jak śpiewasz. Nagrywałeś piosenkę,
a przynajmniej chciałeś więc musisz
umieć śpiewać. – uśmiechnęłam się.
- Pod jednym warunkiem – powiedział Lou. Zdaje mi się, że
już wiem o co mu chodzi…- Ty też zaśpiewasz ! :D – No po prostu wiedziałam.
Wiedziałam. No dobra zrobię wszystko żeby go posłuchać. J
- Jeśli muszę…
Louis wziął głęboki oddech i zaczął.
“You can't go to bed
without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are these secrets that I keep
Though it makes no sense to me.”
Ale czekajcie, czekajcie. Znam to z radia. Lou mam bardzo
podobny głos do tego kogoś kto to śpiewa ?! Powiedziałabym nawet, że taki sam.
One Direction ? Tak to chyba to.. Szczerze mówiąc to nie gustuje w brytyjskich
artystach. Nie znam ich, ale ten boysband jest z tego co wiem popularny.
Chwila. Lou mówił do jakiegoś kolegi, że nie przyjedzie na nagranie. Czyli też
jest w zespole ?! Loui skończył i uśmiechnął się lekko.
-Teraz ty – powiedział.
- Zaraz. Tylko chciałabym się zapytać… - przerwało mi głośne
trzaśnięcie drzwiami Lex była wyraźnie zdenerwowana. Wyjęła z torby moje
słuchawki (Dziękuję) i dała ni je. W tym momencie wszedł Harry trzymając się za
policzek. Ze spuszczonymi oczami podszedł do łóżka.
-Lex ? – powiedziałam do przyjaciółki która właśnie
szykowała się do wyjścia. Odwróciła się do mnie z pytającym wzrokiem. – Co
zrobiłaś Harr’emu ? – Hazz spojrzał się na Lexi.

- Naruszył moją przestrzeń osobistą – Uśmiechnęła się do
mnie. Loui wybuchną śmiechem. Myślałam, że z tego śmiechu zaraz spadnie na
podłogę. Jego miny nie dało się opisać. Moje kąciki ust też mimowolnie się
uniosły. Tylko Haremu nie było do śmiechu. Lex musiała mocno mu przywalić, bo
poliki miał całe czerwone. Biedaczek. Loui mógł go przynajmniej ostrzec.
- Lecę. Wiesz praca wzywa – uśmiechnęła się i podeszła do
mnie dając mi buziaka.
- Pierwszy raz widzę, żebyś szła do pracy taka wesoła. –
powiedziałam.
- Wiem ja też – Mówiąc to Lex nacisnęła klamkę i pomachała mi
na pożegnanie. Wyszła. Zostawiła mnie z dwoma facetami. W dodatku jednego
znałam tylko 10 minut, a już zagalopował się tak, że dostał od mojej
przyjaciółki z otwartej ręki.
***
Dobra wyskrobałam wam coś jednak na dziś :D
Nie jestem jakoś specjalnie zadowolona pisałam na szybko. Liczę na chociaż 2 komentarze. Mam nadzieje, że się wysilicie trochę i coś napiszecie. A narazie was żegnam.
Ppapatki <3