środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 3 "Czy ja wyglądam na osobę która ma chłopakofobie ?"




                                               *Perspektywa Eleny*

-Dobra, śpiewaj. – powiedział Lou stanowczo.
-Ale.. On tu jest. – wskazałam na Hazzę. Nie będę przecież śpiewała przy kimś kogo nie znam…. No dobra.. -,- Lou też nie znam, ale przynajmniej dłużej od niego.
- Dawaj, nie będę się śmiać – uśmiechnął się Hazza. Lou posłał mu spojrzenie typu : „Nie pomagasz”. I ponownie zaczął mnie błagać. Po 8 „proszzę” zgodziłam się. Co ja robię -,-  Pomyślałam dokładnie nad repertuarem i uznałam, że najlepsze będzie : Phil Collins - Another Day In Paradise ♥. Skończyłam śpiewać i zauważyłam, że Lou i Hazz gapią się na mnie bez przerwy w ogóle się nie ruszając. Znowu coś zjechałam z tonu. Egh. Wiedziałam.
-Aż tak źle ? – zapytałam niepewnie. ale Lou podniósł ręce i zaczął klaskać. Uśmiechnęłam się lekko. Może jednak, nie zjechałam z tonu. Po chwili do Lou dołączył Hazza. Klaskali mi tak z 10 min, a ja nie wiedziałam co zrobić. Ukłoniłam się na tyle ile mogłam na szpitalnym łóżku i po prostu śmiałam się do nich co odwzajemniali. Louis uśmiecha się szczególnie słodko. To takie urocze J Zresztą. U Lou wszystko jest przepiękne. Dobra ogarnij się nie wzdychaj do faceta, który ZOSTAWI CIĘ PRZY PIERWSZEJ LEPSZEJ OKAZJI NA PASTWE LOSU. -,- Dobra. Już. Oddycham. Czy ja wyglądam na osobę która ma chłopakofobie ? Nie. Wiedziałam -,- OK. Dobra koniec.
-A co z kawą ? – zwróciłam się do Loczka.
-A co tak bardzo lubicie zostawać sami ? – uśmiechnął się zadziornie. Spojrzałam się na Lou. Oboje chyba się trochę zaczerwieniliśmy. No co wy byście zrobili w takiej sytuacji ? Hazz postawił nas pod ścianą.
- Jakoś… Tak… :/ Umiarkowanie. – skłamałam.
- No to co ? Cafe Late ? – zapytał się Harry zrezygnowany.
- No… Ujdzie. – mruknęłam. Loui spojrzał się na mnie i uśmiechnął się lekko.
- To może dla mnie tylko zwykłą kawę ? – powiedział. Hazz uśmiechnął się ironicznie i wyszedł.


                                            *Perspektywa Harr’ego*

Zatrzasnąłem drzwi i wyszedłem spokojnie z pokoju. Skierowałem się w stronę automatu.
- Młody człowieku ! Co ty tu robisz ? –usłyszałem za plecami kobiecy głos, odwróciłem się a za moimi plecami stała pielęgniarka, która nie chciała wpuścić mnie i Louisa do Eleny. No pięknie się w pakowałem. Umieram z radości -,- Co robić ? Uciekać ? Nawet jeżeli to zrobię to i tak wybiegnę z budynku. Czy tak, czy tak już tu nie wrócę. Podszedłem do niewysokiej kobiety i oznajmiłem jej, że pójdę sobie i nie będę przeszkadzać. Babka miała mnie na oku aż do samego wyjścia ! Otworzyłem wielkie szklane drzwi. Poczułem świeże powietrze. Prawie pół godziny spędzonych w pomieszczeniu z zapachem antybiotyków , lekarstw i trupów. Oj dobra. Nie będę wam obrzydzać szpitali xD Dobra trzeba poinformować zakochańców, że nie doczekają się jednak kawy. Trudno. Nie rozumiem tylko Lou. Jeszcze pare dni temu płakał po Eleonor, a teraz już mizdrzy się z Eleną ! Normalny człowiek by trochę poczekał. Dobra nie wnikam. Wyjąłem mojego Iphona. Poszpanuję wam troszkę. :P I wyszukałem w kontaktach numer mojego „przyjaciela”. Bo szczerze nie wiem kim dla mnie jest.  Przez Elanor nasze relacje się „troszkę” popsuły. Co mam powiedzieć ? Wolał ją ode mnie. Wybrałem zieloną słuchawkę. Przyłożyłem telefon do ucha i czekałem na połączenie. Zaraz potem usłyszałem głos Louisa. „Człowieku, do automatu jest z 5 metrów, a ty nie wracasz od 15 min. Zgubiłeś się ?”
-Nie – odpowiedziałem. – Pielęgniarka wygoniła mnie ze szpitala.
-Poradzisz sobie sam ? – zapytał.
-Yyy Tak….Tak ! – powiedziałem. Rozłączyłem się i ruszyłem po schodach w stronę chodnika. Nie mam auta. Przyjechałem z Louisem. No to się przejdę. Włożyłem ręce w kieszenie i skręciłem w prawo. Szedłem po chodniku bawiąc się jak małe dziecko. Byle nie na linie łączące płytki. Wiecie taki powrót do dzieciństwa. XD.

                                                      *20 min później*

Wszedłem do małej knajpki. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Uznałem, że mały stolik obok okna w rogu będzie najlepszy. Zero ludzi, zero brudu, zero zgiełku. Rozsiadłem się w czerwonym fotelu i zawołałem kelnera.
- Dzień Dobry ! Co panu podać ? – usłyszałem roześmiany, znajomy głos. Odruchowo odwróciłem się i zobaczyłem Lexi ! Zupełni inna od tej w szpitalu. Weselsza i mniej kłótliwa.
- Taa Przepraszam – podrapałem się po głowie.
- Nie… Wiesz.. Chyba ja powinnam przeprosić.. – przygryzła wargę. Uśmiechnąłem się lekko. – Dobra – powiedziała pisząc mi coś na karteczce – masz to. Teraz nie mogę gadać. Zadzwoń. – podała mi karteczkę i odeszła do następnych klientów. Ja zacisnąłem kawałek papieru włożyłem do kieszeni i wyszedłem z knajpki. Zadowolony i uśmiechnięty.

*

Najkrótszy. Po prostu mój czas jest ograniczony. Wena też. No i miałam karę na kompa. W rekompensacie napisze wam sobotę rozdział. Proszę o wyrozumiałość.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 2 "Pod jednym warunkiem"




                      *Perspektywa Eleny, Następny dzień, Ranek*

Rozkleiła zaspane oczy. Oślepiło mnie wręcz to całe białe , podkreślam CAŁE pomieszczenie. No może oprócz mojego telefonu i jakiegoś jabłka od Lexi. Noga nadal cholernie boli chociaż operacja odbyła się jakieś 7/8 godzin temu. Nie narzekam, ból był gorszy. Moje powieki nadal opadały, ale wiedziałam, że już nie zasnę, więc odpuściłam sobie jakieś próby. Chwyciłam po telefon. Na moje nieszczęście był na końcu szafki -,- Minęło jakieś 10 minut zanim odzyskałam mój komunikator ze światem. Odblokowałam go, a na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 10.30 ??? O tej godzinie normalnie przewracam się na drugi bok. Przetarłam oczy i się przeciągnęłam. A właśnie Lex miała przyjść… I Louis… Może, a właściwie co ja sobie myślę, że co ? Że Louis za którym lata każda dziewczyna przyjdzie do kogoś komu złamał nogę ? Wątpię… Nagle coś huknęło. Dźwięk dochodził od drzwi więc odruchowo spojrzałam się tam. Lexi weszła jak jakiś fejm z rąsią zgiętą i z 15 torbami z różnych sklepów. Jak ona to uniosła tak w nawiasie ? Ledwo się trzymamy, a ona sobie na zakupki poszła. -,- Rzuciła pierwsze pięć z lewej ręki na moje łóżko, a 6 otworzyła. Wyciągnęła z niej śliczną bluzeczkę 
-Patrz co mam ! – powiedziała machając mi nią przed oczami.
- Dziękuję.. Nie mogę od ciebie tego wziąć… - Powiedziałam z lekkim zawodem.
- Możesz – powiedziała wręcz wciskając mi ją w ręce – dostałam mały awansik. – Uśmiechnęła się , a ja rzuciłam jej się na szyję. Uściskałam ją. I ładnie podziękowałam za prezent. Lexi przysiadła się koło mnie i rozmawiała jeszcze przez długi czas. Rozmowę przerwał ją jakiś krzyk na korytarzu. –Biegnij !Lexi właśnie miała wstać i zobaczyć kto to jest kiedy do pomieszczenia wbiegło dwóch facetów przepychających się w drzwiach, aby jak najszybciej wejść do pokoiku szpitalnego. Kiedy już jakimś cudem przecisnęli się przez drzwi. Stanęli przede mną na baczność jak w wojsku i uśmiechnęli się. To Lou ! Byłam wniebowzięta. Myślałam, że nie przyjdzie, ale jednak. Dotrzymał obietnicy. Koło niego stał jakiś chłopak.. Tak jak bym go z skądś znała… o,O
- Um.. A więc Elena – Harry, Harry – Elena – powiedział Lou Uśmiechnęłam się lekko do niewysokiego loczastego kolegi Louisa, na co on też odpowiedział mi miłym uśmieszkiem. Lecz długo nie patrzył się na mnie, swój wzrok od razu przeniósł na Lexi. W przeciwieństwie do Lou, który patrzył się na mnie. Próbując przerwać tą dość długą ciszę powiedziałam :
-Um.. Harry to jest Lexi moja przyjaciółka.
-Miło mi cię poznać Lexi – powiedział Hazza podając rękę mojej przyjaciółce.
- Mi tez – uśmiechnęła się lekko Lex, ale ona w porównaniu do Harr’ego nie gapiła się na niego, ale wysyłała mi jakieś dziwne niezrozumiałe sygnały oczami (?! O.O). W każdym razie nie mówiły one „O mój Boże, cóż za piękny brunet.”.
- To komu kawy ? Widziałam tam na korytarzu automat. – zawołała Lex wstając z krzesełka.
-Mi – Powiedzieliśmy prawie w tym samym czasie ja i Louis, za to Loczkowaty podniósł rękę. Lex podniosła torbę i poszła w stronę drzwi. – Czekaj – krzyknął Hazza. Lexi stanęła jak na rozkaz. – Ide z tobą – oznajmił. Lexi wzruszyła tylko ramionami i wyszła, a za nią biegł Hazza. Jak jakiś ratlerek. Ja i Lou znowu  zostaliśmy sami. Chłopak usiadł na krzesełku nie odwracając ode mnie wzroku. Dobra, ta cisza była już nudna. Zawsze kiedy zostawaliśmy ze sobą sam na sam było cicho. To było niezręczne. Louis wziął oddech i postanowił coś w końcu powiedzieć, ale ja mu przerwałam.
- A więc chcę usłyszeć jak śpiewasz ! – powiedziałam z triumfalną miną zakładając ręce.
- Co ?
- No chcę posłuchać jak śpiewasz. Nagrywałeś piosenkę, a  przynajmniej chciałeś więc musisz umieć śpiewać. – uśmiechnęłam się.
- Pod jednym warunkiem – powiedział Lou. Zdaje mi się, że już wiem o co mu chodzi…- Ty też zaśpiewasz ! :D – No po prostu wiedziałam. Wiedziałam. No dobra zrobię wszystko żeby go posłuchać. J
- Jeśli muszę…
Louis wziął głęboki oddech i zaczął.
“You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are these secrets that I keep
Though it makes no sense to me.”
Ale czekajcie, czekajcie. Znam to z radia. Lou mam bardzo podobny głos do tego kogoś kto to śpiewa ?! Powiedziałabym nawet, że taki sam. One Direction ? Tak to chyba to.. Szczerze mówiąc to nie gustuje w brytyjskich artystach. Nie znam ich, ale ten boysband jest z tego co wiem popularny. Chwila. Lou mówił do jakiegoś kolegi, że nie przyjedzie na nagranie. Czyli też jest w zespole ?! Loui skończył i uśmiechnął się lekko.
-Teraz ty – powiedział.
- Zaraz. Tylko chciałabym się zapytać… - przerwało mi głośne trzaśnięcie drzwiami Lex była wyraźnie zdenerwowana. Wyjęła z torby moje słuchawki (Dziękuję) i dała ni je. W tym momencie wszedł Harry trzymając się za policzek. Ze spuszczonymi oczami podszedł do łóżka.
-Lex ? – powiedziałam do przyjaciółki która właśnie szykowała się do wyjścia. Odwróciła się do mnie z pytającym wzrokiem. – Co zrobiłaś Harr’emu ? – Hazz spojrzał się na Lexi.
- Naruszył moją przestrzeń osobistą – Uśmiechnęła się do mnie. Loui wybuchną śmiechem. Myślałam, że z tego śmiechu zaraz spadnie na podłogę. Jego miny nie dało się opisać. Moje kąciki ust też mimowolnie się uniosły. Tylko Haremu nie było do śmiechu. Lex musiała mocno mu przywalić, bo poliki miał całe czerwone. Biedaczek. Loui mógł go przynajmniej ostrzec.
- Lecę. Wiesz praca wzywa – uśmiechnęła się i podeszła do mnie dając mi buziaka.
- Pierwszy raz widzę, żebyś szła do pracy taka wesoła. – powiedziałam.
- Wiem ja też – Mówiąc to Lex nacisnęła klamkę i pomachała mi na pożegnanie. Wyszła. Zostawiła mnie z dwoma facetami. W dodatku jednego znałam tylko 10 minut, a już zagalopował się tak, że dostał od mojej przyjaciółki z otwartej ręki. 

*** 
Dobra wyskrobałam wam coś jednak na dziś :D 
Nie jestem jakoś specjalnie zadowolona pisałam na szybko.  Liczę na chociaż 2 komentarze. Mam nadzieje, że się wysilicie trochę i coś napiszecie. A narazie was żegnam. 


Ppapatki <3

 

Przeprosinki :*

Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj ani w poniedziałek, ale były święta i mnóstwo gości itp. Jeszcze jest ze mną babcia i muszę z nią trochę pobyć, bo rzadko się z nią widzę... Rozdział dodam dziś, albo jutro. Zależy jak się wyrobie, bo na dziś mamy jeszcze zaplanowaną jedną, a właściwie to dwie wizyty. I rozdział będzie z pewnością krótszy. Ostatnio mam tez dużo "obowiązków", bo robiłam dużo nagłówków, tła na tt itp. I nie miałam czasu i jeszcze mam problemy z komputerem. Zacina się strasznie i po prostu nie miałam jak pisać. Teraz się poprawiło więc piszę. Przykro mi, że dopiero zaczęłam pisać, a już muszę przekładać rozdział, ale po prostu inaczej nie potrafiłam. :) Na pocieszenie wkleję wam zdjęcie rysunku Hazzy. Mojego rysunku. :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 1„Co się stało się, się odstanie” :



 A więc : Idę właśnie spełnić marzenia. To cudowne uczucie. Już nikt i nic ci tego popsuje. O Boże co ja wygaduje ! Przecież, ja zaraz nagram swoją pierwszą piosenkę ! Zaczęłam skakać jak głupia, chociaż wiedziałam, że chodzą koło mnie ludzie. Ich miny były bezcenne… xd Ale jak wy byście zareagowali na to, że już wiesz co chcesz robić w życiu ? Że twoje marzenia się spełniły ? Ugh… No dobra. Opanuj się. Wdech, wydech i ruszaj. Zostało mi jeszcze parę metrów, jeszcze te schody i ……. Ała ! O Boże ! Moja Noga – krzyknęłam z bólu. Jakiś brunet obrócił się w moją stronę i otworzył oczy jak bym nie wiem kim była. Kucnął koło mnie zaczął przepraszać, ale ja go nie słuchałam. Dobra – Wrzasnęłam. Skończ, po prostu pomóż mi wstać. – powiedziałam patrząc się w jego niebiesko-szare tęczówki z lekką nutą zieleni. Cudo. Ciekawe czym sobie zasłużył, że ma takie oczy *.* Ocknęłam się dopiero wtedy kiedy poczułam, że nieznajomy nie pomaga mi już wstawać, tylko postawić na siłę. Dobra, dobra – już wstaję. To nie był dobry pomysł. Lekko uniosłam się ponad ziemią, a już przywaliłam kością ogonową o schodek.
-Dobra, a może spróbuj wyprostować nogę. – powiedział. Glos ma tak samo zniewalający jak oczy myślałam…. Znowu zapomniałam o poleceniu. Bezskutecznie próbowałam wstać, lub chociaż wyprostować nogę.
-To chyba nic nie da. Daj swoją torbę, i idziemy do mojego auta. – wypowiedział.
- Gdyby można było widzieć gdzie mnie zabierasz ? – powiedziałam to z lekkim zakłopotaniem, podając mu torebkę.
- Raczej do szpitala. Ta noga jest złamana. Nie czujesz ? – zapytał wyjmując z kieszeni telefon  wpisując w telefonie jakiś nieznany numer. Odszedł ode mnie na chwilę.
Nie przyjdę na nagranie…. Trudno…… Mała „awaria”, słyszałam tylko jakieś urywki rozmowy. Co dało się złożyć w logiczną całość. Facet też chce nagrać piosenkę, a ja jestem tą awarią, która psuje mu plany. Kiedy przyszedł wyrwałam mu torbę z ręki i powiedziałam, że sama sobie jakoś poradzę.
-Nie pozwolę Ci. Ja cię przewróciłem i ja muszę ci pomóc.
- Masz niezłe zasady. – powiedziałam z zazdrością. Nie odpowiedział. Pomógł mi wstać i opierając się o niego ruszyliśmy w stronę drzwi. A tak właściwie. To nawet nie wiem jak się nazywa. A może to jakiś zboczeniec :O xD

                                                                     ***
Właśnie czekamy w szpitalu na swoją kolei do lekarza czy coś. W czasie drogi ja i Lou (bo tak ma na imię) w ogóle ze sobą nie gadaliśmy. Jedyne czego się dowiedzieliśmy o sobie to imię. Tutaj też siedzimy bez słowa. Jest tak cicho, że myślałam, że nie wytrzymam. Jestem zawsze wygadana i potrafię zagadać do nieznajomego. A teraz ? Nic. Zero. Nawet nie wiem o co go zapytać. Właśnie doczekaliśmy swojej kolei. Weszliśmy do gabinetu, a tam od razu powiedziano, że noga jest złamana, że musze zostać w szpitalu i, że potrzebuję operacji, gdyż coś tam coś tam. Dalej nie słuchałam. Zatrzymałam moje myśli przy słowie szpital i operacja. Czyli, że nagranie przepadnie ? To mnie w tej chwili najbardziej martwiło.
- Ale nie obejdzie się bez operacji ? – Zapytałam lekarza.
- Operacja jest wskazana, ale może pani nie wyrazić zgody.
- To ja nie wyr…. – chciałam dokończyć, ale Louis mi przerwał.
-Wykluczone. – krzyknął. Nie chciałam już mu się sprzeciwiać, zwłaszcza, że noga bolała z każdą minuta jeszcze bardziej. Lou chyba zobaczył moją minę i wszystko zrozumiał. Tak naprawdę to zwijałam się z bólu, ale nie chciałam tego po sobie pokazywać.

                                                      *** 10 min. Później ***
Leżałam na łóżku szpitalnym, z nogą w gipsie, wykręcając niespokojnie numer przyjaciółki. Lou kręcił się koło okna. Chodził w tą i powrotem. Gdy już dodzwoniłam się do Lexi. Opowiedziałam jej całą historię, a ona obiecała przyjechać. Gdy odłożyłam telefon nastąpiła dziwna cisza, którą ja zawsze wygadana osoba musiałam przerwać.
- A więc ? Czemu mi pomogłeś ?
- No nie wiem, może dla tego ,że to ja cię potrąciłem. – odpowiedział z lekki uśmiechem.
- I przepraszam, że zepsułam ci nagranie… - powiedziałam cicho i tak jak bym był zawstydzona całą sytuacją.
- Ej no co ty. Podszedł w stronę łóżka. Człowiek jest najważniejszy. Nagranie da się przełożyć. – Uśmiechnął się i usiadł na krzesełku, obok mojego łóżka, ale widząc moje zakłopotanie odwołał uśmiech. – Bo widzisz – wydukałam – mojego już akurat nie….
-Czemu ? -  dopytywał się. Ja odwróciłam głowę próbując poskładać myśli i odtworzyć moją przykrą historię mojego życia. Nie lubiłam opowiadać o przeszłości…
- To nagranie to był prezent od rodziców, opłacili mi to. Zmarli w moje 18 urodziny. W wypadku… - zaczęłam. Do moich oczu napłynęły łzy. - …Nie mam teraz pieniędzy na nagranie. Ledwo starcza mi na życie. Pracuje w restauracji jako kelnerka. Lexi – moja przyjaciółka, dała mi swój pokój, a sama śpi w salonie. Jestem jej wdzięczna, ale nie mogę żyć na jej utrzymaniu. Myślałam, że jeśli nagram tą piosenkę to trochę się ustatkuje. – teraz rozpłakałam się na dobre.
- Przepraszam… Nie powinienem zaczynać tematu. – spuścił oczy.
- Przecież to ja go rozpoczęłam. Daj spokój – zaśmiałam się przez łzy i szturchnęłam go w ramię.
W tym Momocie weszła Lexi. Louis zerwał się na nogi jak oparzony, a ja otarłam oczy. Lexi nie miała najlepszej miny. „Oho. Zacznie się…” – pomyślałam w duchu.
- Dupku ! Wiesz co zrobiłeś ? – Zaczęła wrzeszczeć.
- Tak, wiem i przepro…. – Chciał dokończyć Lou.
- Co ją…. – wskazała na mnie – to obchodzi ? Zmarnowałeś jej szansę na lepsze życie !
- Dobrze przestań Lex. Przerosił mnie, a ja mu wybaczyłam. „Co się stało się, się odstanie” – zacytowałam.
- Znaczy jeśli chcesz… Mogę…- powiedział Loui.
- Wystarczająco dużo dla mnie zrobiłeś.
- Zobaczysz. Pomogę ci ! – zaśmiał się. – Na mnie już czas.. Będę się zbierać. – Powiedział i ruszył w stronę drzwi. Na wyjściu zdążył mi pomachać, a Lexi wystawić język. Ona mu zawtórowała, ale on już tego nie zobaczył. Wyszedł. Nawet nie wiedziałam czy tu wróci. Patrzyłam się tak bezwładnie na drzwi, zupełnie zapominając, że Lexi siedzi koło mnie i czeka na rozmowę.
- Dobra przyznaj. Spodobał ci się ! – krzyknęła, puszczając mi oczko.
- Nie ! – pozwiedzałam z wyrzutem i założyłam ręce udając obrażoną.
- A nawet jeśli. Pewnie nie może się odgonić od dziewczyn… - powiedziałam – Nie mam szans…

                                             ***Perspektywa Louisa***

Właśnie wyszedłem ze szpitala. „Zaintrygowała mnie ta dziewczyna” – myślałem, idąc w stronę samochodu. „ Jest taka inna. I w dodatku po przeżyciach.”. „Fajnie byłoby jej pomóc” – uśmiechnąłem się sam do siebie otwierając drzwi od samochodu. Wsiadłem do auta i odpaliłem mojego Skarbka. Ciekawe co chłopcy powiedzą na to, że zawaliłem nagranie ?. A no tak… Zapomniałem J Zabiją mnie :/ A propo chłopaków. Ona chyba nie wie kim jestem. Cholerka, to chyba zabrzmiało trochę za bardzo narcystycznie, ale chyba na serio nie wie, że jestem z One Direction. Nie wiedziała nawet jak mam na imię. To chyba coś znaczy ? No chyba, że udawała ciemnotę. -,- Nawet się nie spojrzałem, a byłem już w domu. Pustym domu. Wjechałem samochodem do garażu, gdy wyszedłem z auta, zamknąłem jego i garaż i ruszyłem w stronę domu. Otworzyłem drzwi. Odruchowo zacząłem rozglądać się w lewo i w prawo szukając Eleonor która oglądała głupie kreskówki przed telewizorem, albo zapachu rozciągającego się po całym domu  pysznego obiadu. Kiedy naglę uświadomiłem sobie, że to minęło, minęło prawie 2 tygodnie temu. Rzuciłem kluczyki od auta na blat kuchni, otworzyłem lodówkę i rozejrzałem się po niej. Prawie nic w niej nie było. Wziąłem resztki mleka, wlałem je do szklanki i ruszyłem w stronę salonu. Usiadłem na krześle, przed stołem i położyłem na nim mleko. Jednak zaraz się rozmyśliłem. Postanowiłem iść na górę. Wszedłem do pokoju : mojego i Elea… Ugh.. co ja wygaduje MOJEGO, tylko mojego. Podszedłem do okna. Położyłem kubek na parapecie i oparłem o niego ręce. Przez chwile spoglądałem na obraz rozciągający się za szybą. „Czy coś jest ze mną nie tak ?” – myślałem – „Czy na mnie jest napisane : Jestem sławnym i bogatym idiotą. Wykorzystaj mnie ?” „Czy tam było napisane chociaż małym druczkiem : UWAGA ! : Też mam uczucia” ?. Wdrapałem się na drewniany parapet, o mało nie wylewając mleka. Myślałem nad tym wszystkim co się wydarzyło, co się ma wydarzyć… Gdy nagle usłyszałem trzask i krzyk. –Halloooooooo !!! Jest tu ktoś ?- to Hazza. Wypiłem za jednym razem ¾ kubka mleka, zeskoczyłem z parapetu i nadałem sobie sztuczny uśmiech. – Jeeestem – krzyknąłem, chociaż wolało bym, żeby mnie nie było. Poprawiłem sobie koszulkę i wyruszyłem w przymusową podróż na parter. – Chciałeś czegoś ? – zapytałem patrząc na Hazze kątem oka, przechodząc do kuchni, aby odłożyć kubek. Harry ruszył za mną. Odstawiłem kubek do zmywarki i odwracając się oparłem się rękami o blat. Harry bez żadnych zahamowań wskoczył swoim tyłkiem na mój stół i zaczął :
-Posłuchaj. Wiem, że jest ci ciężko po zerwaniu z El. Um.. Eleonor – poprawił się – I dlatego po pierwsze : sadzę, że powinieneś wrócić do nas, do domu. Będzie ci raźniej z nami, a tu tylko wszystko przypomina ci o NIEJ. Podkreślił to słowo jak by była co najmniej kimś ważnym. Dla mnie jest teraz nikim… Przynajmniej tak mi się wydaje. Odwróciłem się w stronę ściany, nie lubiłem o niej gadać.
- A po drugie : nie możesz udawać jakiejś awarii, której nie było tylko po to żeby się od nas odciąć.
- Tyle, że ja naprawdę niczego nie udawałem. –uśmiechnąłem się lekko myśląc o tej dziewczynie.
-A co się stało ? Pewnie ci dom zalało. Co nie…. – nie odpowiedziałem, bo przypominając sobie o tej dziewczynie. Znowu na myśl nasuwało mi się tyle pytań na które nie byłem w stanie odpowiedzieć… Po prostu byłem w stanie myśleć tylko o niej i o niczym więcej. Ocknąłem się dopiero wtedy kiedy Loczek zaczął machać mi rękoma przed oczami dając mi do zrozumienia, że on tu jest, a ja nie odpowiadam mu od 5 minut. Przetarłem oczy i zacząłem :
- A więc uznałem, ze pójdę do studia wcześniej, że może oderwę się od codzienności i, że może poznam kogoś… nowego ? – powiedziałem
- I co znalazłeś ? – Harry otworzył oczy. Zapewne myślał już, że chodzi mi o jakąś łatwą blondynkę, która chodzi w ciasnych krótkich spódniczkach.
- Tak…. – postanowiłem potrzymać go w niepewności.
- Kogo ? Mów człowieku – powiedział Hazza zaczynając żuć gumę (której wcześniej nie zauważyłem o,O) tak, że jego mlaskanie dało się słyszeć w salonie.
- Elene… Można powiedzieć, że złamałem jej nogę… - niechętnie powiedziałem. Mogłem ominąć ten szczegół. -,-
- O ! Bossko. Gdzie ona teraz jest ? – zapytał
- Noo Yyy – podrapałem się w głowę – w szpitalu…
- Weź mnie ! Plisss Pliss Plisss – zrobił minę biednego szczeniaczka i zeskoczył ze stołu.
- No dobra… - powiedziałem kierując się w stronę korytarza – Jutro o 11 u mnie pod domem - powiedziałem otwierając Hazzie drzwi. Wyszedł tylko poprawiając sobie loczki, a gdy był już na ulicy krzyknął do mnie jeszcze :
- Nie zapomnij ! – na co ja nie odpowiedziałem tylko pomachałem do niego i zamknąłem drzwi. „Szkoda tylko, że Elena nie jest kimś o kim on myśli” – pomyślałem.

                                                                            ***

Dobra 1 rozdział jest. Jak się podoba ? Nie umiem pisać początków liczę na szczere oceny, napiszcie co mam poprawić w pisaniu, ale weźcie pod uwagę, że moje pisanie początków jest kiepskie i to mój 1 blog....
Rozdziały będą dodawane co około tydzień. I liczę na jakieś komentarze, lub coś. ;))

czwartek, 21 marca 2013

Bohaterowie ^^


  Imię : Elena
 Nazwisko :  Ruis
Wiek : 19
 Pochodzenie : Jej dziadkowie wyemigrowali z Polski do Anglii w czasie II wojny światowej i już nie wrócili do ojczyzny. Nigdy nie była w Polsce, mimo, że wiedziała o polskich korzeniach.
Status : Wolna. Jak ptak :)
 Charakter : Zabawna, miła, łatwo nawiązuje przyjaźnie. Jest strasznie gadatliwa, co potrafi wkurzać.
 Hobby : Zdecydowanie śpiew. Lubi też grać na gitarze.
 Motto : "Żyj, póki możesz"

Imię : Lexi
Nazwisko : Lustin
Wiek :  20
Pochodzenie : Angielka z kanadyjskimi korzeniami.
Status : Wolna.
Charakter : Zabawna, miła, ale czasami też chamska i kłótliwa. Żwawa, nie umie usiedzieć w jednym miejscu, wszędzie jest jej pełno.
Hobby : Wszystko co związane ze sportem, a w szczególności tenisem i siatkówką plażową. Potrafi też grać na pianinie.

Imię : Louis 
Nazwisko : Tomlinson
Wiek : 21
Pochodzenie : Anglik z krwi  i kości.
Status : Właśnie po zerwaniu.
Charakter : Zawsze uroczy :), stara się być dla wszystkich miły i uprzejmy. Typ dżentelmena. Czasami też tajemniczy.
Hobby : Śpiew, gra na pianinie, gitarze i gra w piłkę nożną.

Imię : Harry
Nazwisko : Styles
Wiek : 19
Pochodzenie : Anglik :)
Status : Wolny, ale to może się w każdej chwili zmienić.
Charakter : Zboczony, słodki, zawsze uśmiechnięty i miły. Jest Romantyczny i często zazdrosny.
Hobby : Śpiew i koty :)


Imię : Niall
Nazwisko : Horan
Wiek : 20
Pochodzenie : Irlandczyk
Status : Wolny
Charakter : Opiekuńczy, żarłoczny, romantyczny i zabawny.
Hobby : Śpiew i jedzenie, lubi też grać na gitarze oraz jeździć na deskorolce.

Imię : Liam
Nazwisko : Payne
Wiek : 20
Pochodzenie : Brytyjczyk
Status : Zajęty :D
Charakter : Opiekuńczy, kochany, miły, pomocny i w ogóle słodziutki ^^
Hobby : Śpiew, ale i opieka nad wszystkimi : zwierzętami czy ludźmi, nie ważne. Byle pomagać.


Imię : Zayn
Nazwisko : Malik
Wiek : 20
Pochodzenie :  Anglik z korzeniami pakistańskimi
Status : Zajęty :))
Charakter : Tajemniczy, ale miły i kochany.
Hobby : Śpiew i gra w tenisa.

Imię : Danielle
Nazwisko : Peazer
Wiek: 20
Pochodzenie : Brytyjka
Status : Zajęta.
Charakter : Mądra, inteligentna, pomysłowa i stanowcza, ale mimo to też miła, koleżeńska i urocza.
Hobby : Taniec i jazda na deskorolce.


Imię : Perrie
Nazwisko : Edwards
Wiek : 19
Pochodzenie : Angielka
Status : Zajęta
Charakter : Miła, bardzo się przywiązuje do różnych rzeczy, sentymentalna. Mądra i pomocna.
Hobby : Śpiew, śpiew i śpiew.


*****

A więc. To są bohaterowie. Jak się podobają charaktery ? Będzie ciekawie ?