A więc : Idę właśnie spełnić marzenia. To cudowne uczucie.
Już nikt i nic ci tego popsuje. O Boże co ja wygaduje ! Przecież, ja zaraz
nagram swoją pierwszą piosenkę ! Zaczęłam skakać jak głupia, chociaż
wiedziałam, że chodzą koło mnie ludzie. Ich miny były bezcenne… xd Ale jak wy
byście zareagowali na to, że już wiesz co chcesz robić w życiu ? Że twoje
marzenia się spełniły ? Ugh… No dobra. Opanuj się. Wdech, wydech i ruszaj.
Zostało mi jeszcze parę metrów, jeszcze te schody i ……. Ała ! O Boże ! Moja
Noga – krzyknęłam z bólu. Jakiś brunet obrócił się w moją stronę i otworzył
oczy jak bym nie wiem kim była. Kucnął koło mnie zaczął przepraszać, ale ja go
nie słuchałam. Dobra – Wrzasnęłam. Skończ, po prostu pomóż mi wstać. –
powiedziałam patrząc się w jego niebiesko-szare tęczówki z lekką nutą zieleni.
Cudo. Ciekawe czym sobie zasłużył, że ma takie oczy *.* Ocknęłam się dopiero
wtedy kiedy poczułam, że nieznajomy nie pomaga mi już wstawać, tylko postawić
na siłę. Dobra, dobra – już wstaję. To nie był dobry pomysł. Lekko uniosłam się
ponad ziemią, a już przywaliłam kością ogonową o schodek.
-Dobra, a może spróbuj wyprostować nogę. – powiedział. Glos
ma tak samo zniewalający jak oczy myślałam…. Znowu zapomniałam o poleceniu.
Bezskutecznie próbowałam wstać, lub chociaż wyprostować nogę.
-To chyba nic nie da. Daj swoją torbę, i idziemy do mojego
auta. – wypowiedział.
- Gdyby można było widzieć gdzie mnie zabierasz ? – powiedziałam
to z lekkim zakłopotaniem, podając mu torebkę.
- Raczej do szpitala. Ta noga jest złamana. Nie czujesz ? –
zapytał wyjmując z kieszeni telefon
wpisując w telefonie jakiś nieznany numer. Odszedł ode mnie na chwilę.
Nie przyjdę na nagranie…. Trudno…… Mała „awaria”, słyszałam
tylko jakieś urywki rozmowy. Co dało się złożyć w logiczną całość. Facet też
chce nagrać piosenkę, a ja jestem tą awarią, która psuje mu plany. Kiedy
przyszedł wyrwałam mu torbę z ręki i powiedziałam, że sama sobie jakoś poradzę.
-Nie pozwolę Ci. Ja cię przewróciłem i ja muszę ci pomóc.
- Masz niezłe zasady. – powiedziałam z zazdrością. Nie
odpowiedział. Pomógł mi wstać i opierając się o niego ruszyliśmy w stronę
drzwi. A tak właściwie. To nawet nie wiem jak się nazywa. A może to jakiś
zboczeniec :O xD
***
Właśnie czekamy w szpitalu na swoją kolei do lekarza czy
coś. W czasie drogi ja i Lou (bo tak ma na imię) w ogóle ze sobą nie gadaliśmy.
Jedyne czego się dowiedzieliśmy o sobie to imię. Tutaj też siedzimy bez słowa. Jest
tak cicho, że myślałam, że nie wytrzymam. Jestem zawsze wygadana i potrafię
zagadać do nieznajomego. A teraz ? Nic. Zero. Nawet nie wiem o co go zapytać. Właśnie
doczekaliśmy swojej kolei. Weszliśmy do gabinetu, a tam od razu powiedziano, że
noga jest złamana, że musze zostać w szpitalu i, że potrzebuję operacji, gdyż coś
tam coś tam. Dalej nie słuchałam. Zatrzymałam moje myśli przy słowie szpital i
operacja. Czyli, że nagranie przepadnie ? To mnie w tej chwili najbardziej
martwiło.
- Ale nie obejdzie się bez operacji ? – Zapytałam lekarza.
- Operacja jest wskazana, ale może pani nie wyrazić zgody.
- To ja nie wyr…. – chciałam dokończyć, ale Louis mi
przerwał.
-Wykluczone. – krzyknął. Nie chciałam już mu się
sprzeciwiać, zwłaszcza, że noga bolała z każdą minuta jeszcze bardziej. Lou
chyba zobaczył moją minę i wszystko zrozumiał. Tak naprawdę to zwijałam się z
bólu, ale nie chciałam tego po sobie pokazywać.
*** 10 min. Później ***
Leżałam na łóżku szpitalnym, z nogą w gipsie, wykręcając
niespokojnie numer przyjaciółki. Lou kręcił się koło okna. Chodził w tą i
powrotem. Gdy już dodzwoniłam się do Lexi. Opowiedziałam jej całą historię, a
ona obiecała przyjechać. Gdy odłożyłam telefon nastąpiła dziwna cisza, którą ja
zawsze wygadana osoba musiałam przerwać.
- A więc ? Czemu mi pomogłeś ?
- No nie wiem, może dla tego ,że to ja cię potrąciłem. –
odpowiedział z lekki uśmiechem.
- I przepraszam, że zepsułam ci nagranie… - powiedziałam
cicho i tak jak bym był zawstydzona całą sytuacją.
- Ej no co ty. Podszedł w stronę łóżka. Człowiek jest
najważniejszy. Nagranie da się przełożyć. – Uśmiechnął się i usiadł na
krzesełku, obok mojego łóżka, ale widząc moje zakłopotanie odwołał uśmiech. –
Bo widzisz – wydukałam – mojego już akurat nie….
-Czemu ? - dopytywał
się. Ja odwróciłam głowę próbując poskładać myśli i odtworzyć moją przykrą
historię mojego życia. Nie lubiłam opowiadać o przeszłości…
- To nagranie to był prezent od rodziców, opłacili mi to.
Zmarli w moje 18 urodziny. W wypadku… - zaczęłam. Do moich oczu napłynęły łzy.
- …Nie mam teraz pieniędzy na nagranie. Ledwo starcza mi na życie. Pracuje w
restauracji jako kelnerka. Lexi – moja przyjaciółka, dała mi swój pokój, a sama
śpi w salonie. Jestem jej wdzięczna, ale nie mogę żyć na jej utrzymaniu.
Myślałam, że jeśli nagram tą piosenkę to trochę się ustatkuje. – teraz
rozpłakałam się na dobre.
- Przepraszam… Nie powinienem zaczynać tematu. – spuścił
oczy.
- Przecież to ja go rozpoczęłam. Daj spokój – zaśmiałam się
przez łzy i szturchnęłam go w ramię.
W tym Momocie weszła Lexi. Louis zerwał się na nogi jak
oparzony, a ja otarłam oczy. Lexi nie miała najlepszej miny. „Oho. Zacznie
się…” – pomyślałam w duchu.

- Dupku ! Wiesz co zrobiłeś ? – Zaczęła wrzeszczeć.
- Tak, wiem i przepro…. – Chciał dokończyć Lou.
- Co ją…. – wskazała na mnie – to obchodzi ? Zmarnowałeś jej
szansę na lepsze życie !
- Dobrze przestań Lex. Przerosił mnie, a ja mu wybaczyłam.
„Co się stało się, się odstanie” – zacytowałam.
- Znaczy jeśli chcesz… Mogę…- powiedział Loui.
- Wystarczająco dużo dla mnie zrobiłeś.
- Zobaczysz. Pomogę ci ! – zaśmiał się. – Na mnie już czas..
Będę się zbierać. – Powiedział i ruszył w stronę drzwi. Na wyjściu zdążył mi
pomachać, a Lexi wystawić język. Ona mu zawtórowała, ale on już tego nie
zobaczył. Wyszedł. Nawet nie wiedziałam czy tu wróci. Patrzyłam się tak
bezwładnie na drzwi, zupełnie zapominając, że Lexi siedzi koło mnie i czeka na
rozmowę.
- Dobra przyznaj. Spodobał ci się ! – krzyknęła, puszczając
mi oczko.
- Nie ! – pozwiedzałam z wyrzutem i założyłam ręce udając
obrażoną.
- A nawet jeśli. Pewnie nie może się odgonić od dziewczyn… -
powiedziałam – Nie mam szans…
***Perspektywa Louisa***
Właśnie wyszedłem ze szpitala. „Zaintrygowała mnie ta
dziewczyna” – myślałem, idąc w stronę samochodu. „ Jest taka inna. I w dodatku
po przeżyciach.”. „Fajnie byłoby jej pomóc” – uśmiechnąłem się sam do siebie
otwierając drzwi od samochodu. Wsiadłem do auta i odpaliłem mojego Skarbka.
Ciekawe co chłopcy powiedzą na to, że zawaliłem nagranie ?. A no tak…
Zapomniałem J
Zabiją mnie :/ A propo chłopaków. Ona chyba nie wie kim jestem. Cholerka, to
chyba zabrzmiało trochę za bardzo narcystycznie, ale chyba na serio nie wie, że
jestem z One Direction. Nie wiedziała nawet jak mam na imię. To chyba coś
znaczy ? No chyba, że udawała ciemnotę. -,- Nawet się nie spojrzałem, a byłem
już w domu. Pustym domu. Wjechałem samochodem do garażu, gdy wyszedłem z auta,
zamknąłem jego i garaż i ruszyłem w stronę domu. Otworzyłem drzwi. Odruchowo
zacząłem rozglądać się w lewo i w prawo szukając Eleonor która oglądała głupie
kreskówki przed telewizorem, albo zapachu rozciągającego się po całym domu pysznego obiadu. Kiedy naglę uświadomiłem
sobie, że to minęło, minęło prawie 2 tygodnie temu. Rzuciłem kluczyki od auta
na blat kuchni, otworzyłem lodówkę i rozejrzałem się po niej. Prawie nic w niej
nie było. Wziąłem resztki mleka, wlałem je do szklanki i ruszyłem w stronę salonu.
Usiadłem na krześle, przed stołem i położyłem na nim mleko. Jednak zaraz się
rozmyśliłem. Postanowiłem iść na górę. Wszedłem do pokoju : mojego i Elea…
Ugh.. co ja wygaduje MOJEGO, tylko mojego. Podszedłem do okna. Położyłem kubek
na parapecie i oparłem o niego ręce. Przez chwile spoglądałem na obraz
rozciągający się za szybą. „Czy coś jest ze mną nie tak ?” – myślałem – „Czy na
mnie jest napisane : Jestem sławnym i bogatym idiotą. Wykorzystaj mnie ?” „Czy
tam było napisane chociaż małym druczkiem : UWAGA ! : Też mam uczucia” ?.
Wdrapałem się na drewniany parapet, o mało nie wylewając mleka. Myślałem nad
tym wszystkim co się wydarzyło, co się ma wydarzyć… Gdy nagle usłyszałem trzask
i krzyk. –Halloooooooo !!! Jest tu ktoś ?- to Hazza. Wypiłem za jednym razem ¾ kubka
mleka, zeskoczyłem z parapetu i nadałem sobie sztuczny uśmiech. – Jeeestem –
krzyknąłem, chociaż wolało bym, żeby mnie nie było. Poprawiłem sobie koszulkę i
wyruszyłem w przymusową podróż na parter. – Chciałeś czegoś ? – zapytałem
patrząc na Hazze kątem oka, przechodząc do kuchni, aby odłożyć kubek. Harry
ruszył za mną. Odstawiłem kubek do zmywarki i odwracając się oparłem się rękami
o blat. Harry bez żadnych zahamowań wskoczył swoim tyłkiem na mój stół i zaczął
:

-Posłuchaj. Wiem, że jest ci ciężko po zerwaniu z El. Um..
Eleonor – poprawił się – I dlatego po pierwsze : sadzę, że powinieneś wrócić do
nas, do domu. Będzie ci raźniej z nami, a tu tylko wszystko przypomina ci o
NIEJ. Podkreślił to słowo jak by była co najmniej kimś ważnym. Dla mnie jest
teraz nikim… Przynajmniej tak mi się wydaje. Odwróciłem się w stronę ściany,
nie lubiłem o niej gadać.
- A po drugie : nie możesz udawać jakiejś awarii, której nie
było tylko po to żeby się od nas odciąć.
- Tyle, że ja naprawdę niczego nie udawałem. –uśmiechnąłem
się lekko myśląc o tej dziewczynie.
-A co się stało ? Pewnie ci dom zalało. Co nie…. – nie
odpowiedziałem, bo przypominając sobie o tej dziewczynie. Znowu na myśl
nasuwało mi się tyle pytań na które nie byłem w stanie odpowiedzieć… Po prostu
byłem w stanie myśleć tylko o niej i o niczym więcej. Ocknąłem się dopiero
wtedy kiedy Loczek zaczął machać mi rękoma przed oczami dając mi do
zrozumienia, że on tu jest, a ja nie odpowiadam mu od 5 minut. Przetarłem oczy
i zacząłem :
- A więc uznałem, ze pójdę do studia wcześniej, że może
oderwę się od codzienności i, że może poznam kogoś… nowego ? – powiedziałem
- I co znalazłeś ? – Harry otworzył oczy. Zapewne myślał
już, że chodzi mi o jakąś łatwą blondynkę, która chodzi w ciasnych krótkich
spódniczkach.
- Tak…. – postanowiłem potrzymać go w niepewności.
- Kogo ? Mów człowieku – powiedział Hazza zaczynając żuć
gumę (której wcześniej nie zauważyłem o,O) tak, że jego mlaskanie dało się
słyszeć w salonie.
- Elene… Można powiedzieć, że złamałem jej nogę… -
niechętnie powiedziałem. Mogłem ominąć ten szczegół. -,-
- O ! Bossko. Gdzie ona teraz jest ? – zapytał
- Noo Yyy – podrapałem się w głowę – w szpitalu…
- Weź mnie ! Plisss Pliss Plisss – zrobił minę biednego
szczeniaczka i zeskoczył ze stołu.
- No dobra… - powiedziałem kierując się w stronę korytarza –
Jutro o 11 u mnie pod domem - powiedziałem otwierając Hazzie drzwi. Wyszedł
tylko poprawiając sobie loczki, a gdy był już na ulicy krzyknął do mnie jeszcze
:
- Nie zapomnij ! – na co ja nie odpowiedziałem tylko
pomachałem do niego i zamknąłem drzwi. „Szkoda tylko, że Elena nie jest kimś o
kim on myśli” – pomyślałem.
***
Dobra 1 rozdział jest. Jak się podoba ? Nie umiem pisać początków liczę na szczere oceny, napiszcie co mam poprawić w pisaniu, ale weźcie pod uwagę, że moje pisanie początków jest kiepskie i to mój 1 blog....
Rozdziały będą dodawane co około tydzień. I liczę na jakieś komentarze, lub coś. ;))