poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 1„Co się stało się, się odstanie” :



 A więc : Idę właśnie spełnić marzenia. To cudowne uczucie. Już nikt i nic ci tego popsuje. O Boże co ja wygaduje ! Przecież, ja zaraz nagram swoją pierwszą piosenkę ! Zaczęłam skakać jak głupia, chociaż wiedziałam, że chodzą koło mnie ludzie. Ich miny były bezcenne… xd Ale jak wy byście zareagowali na to, że już wiesz co chcesz robić w życiu ? Że twoje marzenia się spełniły ? Ugh… No dobra. Opanuj się. Wdech, wydech i ruszaj. Zostało mi jeszcze parę metrów, jeszcze te schody i ……. Ała ! O Boże ! Moja Noga – krzyknęłam z bólu. Jakiś brunet obrócił się w moją stronę i otworzył oczy jak bym nie wiem kim była. Kucnął koło mnie zaczął przepraszać, ale ja go nie słuchałam. Dobra – Wrzasnęłam. Skończ, po prostu pomóż mi wstać. – powiedziałam patrząc się w jego niebiesko-szare tęczówki z lekką nutą zieleni. Cudo. Ciekawe czym sobie zasłużył, że ma takie oczy *.* Ocknęłam się dopiero wtedy kiedy poczułam, że nieznajomy nie pomaga mi już wstawać, tylko postawić na siłę. Dobra, dobra – już wstaję. To nie był dobry pomysł. Lekko uniosłam się ponad ziemią, a już przywaliłam kością ogonową o schodek.
-Dobra, a może spróbuj wyprostować nogę. – powiedział. Glos ma tak samo zniewalający jak oczy myślałam…. Znowu zapomniałam o poleceniu. Bezskutecznie próbowałam wstać, lub chociaż wyprostować nogę.
-To chyba nic nie da. Daj swoją torbę, i idziemy do mojego auta. – wypowiedział.
- Gdyby można było widzieć gdzie mnie zabierasz ? – powiedziałam to z lekkim zakłopotaniem, podając mu torebkę.
- Raczej do szpitala. Ta noga jest złamana. Nie czujesz ? – zapytał wyjmując z kieszeni telefon  wpisując w telefonie jakiś nieznany numer. Odszedł ode mnie na chwilę.
Nie przyjdę na nagranie…. Trudno…… Mała „awaria”, słyszałam tylko jakieś urywki rozmowy. Co dało się złożyć w logiczną całość. Facet też chce nagrać piosenkę, a ja jestem tą awarią, która psuje mu plany. Kiedy przyszedł wyrwałam mu torbę z ręki i powiedziałam, że sama sobie jakoś poradzę.
-Nie pozwolę Ci. Ja cię przewróciłem i ja muszę ci pomóc.
- Masz niezłe zasady. – powiedziałam z zazdrością. Nie odpowiedział. Pomógł mi wstać i opierając się o niego ruszyliśmy w stronę drzwi. A tak właściwie. To nawet nie wiem jak się nazywa. A może to jakiś zboczeniec :O xD

                                                                     ***
Właśnie czekamy w szpitalu na swoją kolei do lekarza czy coś. W czasie drogi ja i Lou (bo tak ma na imię) w ogóle ze sobą nie gadaliśmy. Jedyne czego się dowiedzieliśmy o sobie to imię. Tutaj też siedzimy bez słowa. Jest tak cicho, że myślałam, że nie wytrzymam. Jestem zawsze wygadana i potrafię zagadać do nieznajomego. A teraz ? Nic. Zero. Nawet nie wiem o co go zapytać. Właśnie doczekaliśmy swojej kolei. Weszliśmy do gabinetu, a tam od razu powiedziano, że noga jest złamana, że musze zostać w szpitalu i, że potrzebuję operacji, gdyż coś tam coś tam. Dalej nie słuchałam. Zatrzymałam moje myśli przy słowie szpital i operacja. Czyli, że nagranie przepadnie ? To mnie w tej chwili najbardziej martwiło.
- Ale nie obejdzie się bez operacji ? – Zapytałam lekarza.
- Operacja jest wskazana, ale może pani nie wyrazić zgody.
- To ja nie wyr…. – chciałam dokończyć, ale Louis mi przerwał.
-Wykluczone. – krzyknął. Nie chciałam już mu się sprzeciwiać, zwłaszcza, że noga bolała z każdą minuta jeszcze bardziej. Lou chyba zobaczył moją minę i wszystko zrozumiał. Tak naprawdę to zwijałam się z bólu, ale nie chciałam tego po sobie pokazywać.

                                                      *** 10 min. Później ***
Leżałam na łóżku szpitalnym, z nogą w gipsie, wykręcając niespokojnie numer przyjaciółki. Lou kręcił się koło okna. Chodził w tą i powrotem. Gdy już dodzwoniłam się do Lexi. Opowiedziałam jej całą historię, a ona obiecała przyjechać. Gdy odłożyłam telefon nastąpiła dziwna cisza, którą ja zawsze wygadana osoba musiałam przerwać.
- A więc ? Czemu mi pomogłeś ?
- No nie wiem, może dla tego ,że to ja cię potrąciłem. – odpowiedział z lekki uśmiechem.
- I przepraszam, że zepsułam ci nagranie… - powiedziałam cicho i tak jak bym był zawstydzona całą sytuacją.
- Ej no co ty. Podszedł w stronę łóżka. Człowiek jest najważniejszy. Nagranie da się przełożyć. – Uśmiechnął się i usiadł na krzesełku, obok mojego łóżka, ale widząc moje zakłopotanie odwołał uśmiech. – Bo widzisz – wydukałam – mojego już akurat nie….
-Czemu ? -  dopytywał się. Ja odwróciłam głowę próbując poskładać myśli i odtworzyć moją przykrą historię mojego życia. Nie lubiłam opowiadać o przeszłości…
- To nagranie to był prezent od rodziców, opłacili mi to. Zmarli w moje 18 urodziny. W wypadku… - zaczęłam. Do moich oczu napłynęły łzy. - …Nie mam teraz pieniędzy na nagranie. Ledwo starcza mi na życie. Pracuje w restauracji jako kelnerka. Lexi – moja przyjaciółka, dała mi swój pokój, a sama śpi w salonie. Jestem jej wdzięczna, ale nie mogę żyć na jej utrzymaniu. Myślałam, że jeśli nagram tą piosenkę to trochę się ustatkuje. – teraz rozpłakałam się na dobre.
- Przepraszam… Nie powinienem zaczynać tematu. – spuścił oczy.
- Przecież to ja go rozpoczęłam. Daj spokój – zaśmiałam się przez łzy i szturchnęłam go w ramię.
W tym Momocie weszła Lexi. Louis zerwał się na nogi jak oparzony, a ja otarłam oczy. Lexi nie miała najlepszej miny. „Oho. Zacznie się…” – pomyślałam w duchu.
- Dupku ! Wiesz co zrobiłeś ? – Zaczęła wrzeszczeć.
- Tak, wiem i przepro…. – Chciał dokończyć Lou.
- Co ją…. – wskazała na mnie – to obchodzi ? Zmarnowałeś jej szansę na lepsze życie !
- Dobrze przestań Lex. Przerosił mnie, a ja mu wybaczyłam. „Co się stało się, się odstanie” – zacytowałam.
- Znaczy jeśli chcesz… Mogę…- powiedział Loui.
- Wystarczająco dużo dla mnie zrobiłeś.
- Zobaczysz. Pomogę ci ! – zaśmiał się. – Na mnie już czas.. Będę się zbierać. – Powiedział i ruszył w stronę drzwi. Na wyjściu zdążył mi pomachać, a Lexi wystawić język. Ona mu zawtórowała, ale on już tego nie zobaczył. Wyszedł. Nawet nie wiedziałam czy tu wróci. Patrzyłam się tak bezwładnie na drzwi, zupełnie zapominając, że Lexi siedzi koło mnie i czeka na rozmowę.
- Dobra przyznaj. Spodobał ci się ! – krzyknęła, puszczając mi oczko.
- Nie ! – pozwiedzałam z wyrzutem i założyłam ręce udając obrażoną.
- A nawet jeśli. Pewnie nie może się odgonić od dziewczyn… - powiedziałam – Nie mam szans…

                                             ***Perspektywa Louisa***

Właśnie wyszedłem ze szpitala. „Zaintrygowała mnie ta dziewczyna” – myślałem, idąc w stronę samochodu. „ Jest taka inna. I w dodatku po przeżyciach.”. „Fajnie byłoby jej pomóc” – uśmiechnąłem się sam do siebie otwierając drzwi od samochodu. Wsiadłem do auta i odpaliłem mojego Skarbka. Ciekawe co chłopcy powiedzą na to, że zawaliłem nagranie ?. A no tak… Zapomniałem J Zabiją mnie :/ A propo chłopaków. Ona chyba nie wie kim jestem. Cholerka, to chyba zabrzmiało trochę za bardzo narcystycznie, ale chyba na serio nie wie, że jestem z One Direction. Nie wiedziała nawet jak mam na imię. To chyba coś znaczy ? No chyba, że udawała ciemnotę. -,- Nawet się nie spojrzałem, a byłem już w domu. Pustym domu. Wjechałem samochodem do garażu, gdy wyszedłem z auta, zamknąłem jego i garaż i ruszyłem w stronę domu. Otworzyłem drzwi. Odruchowo zacząłem rozglądać się w lewo i w prawo szukając Eleonor która oglądała głupie kreskówki przed telewizorem, albo zapachu rozciągającego się po całym domu  pysznego obiadu. Kiedy naglę uświadomiłem sobie, że to minęło, minęło prawie 2 tygodnie temu. Rzuciłem kluczyki od auta na blat kuchni, otworzyłem lodówkę i rozejrzałem się po niej. Prawie nic w niej nie było. Wziąłem resztki mleka, wlałem je do szklanki i ruszyłem w stronę salonu. Usiadłem na krześle, przed stołem i położyłem na nim mleko. Jednak zaraz się rozmyśliłem. Postanowiłem iść na górę. Wszedłem do pokoju : mojego i Elea… Ugh.. co ja wygaduje MOJEGO, tylko mojego. Podszedłem do okna. Położyłem kubek na parapecie i oparłem o niego ręce. Przez chwile spoglądałem na obraz rozciągający się za szybą. „Czy coś jest ze mną nie tak ?” – myślałem – „Czy na mnie jest napisane : Jestem sławnym i bogatym idiotą. Wykorzystaj mnie ?” „Czy tam było napisane chociaż małym druczkiem : UWAGA ! : Też mam uczucia” ?. Wdrapałem się na drewniany parapet, o mało nie wylewając mleka. Myślałem nad tym wszystkim co się wydarzyło, co się ma wydarzyć… Gdy nagle usłyszałem trzask i krzyk. –Halloooooooo !!! Jest tu ktoś ?- to Hazza. Wypiłem za jednym razem ¾ kubka mleka, zeskoczyłem z parapetu i nadałem sobie sztuczny uśmiech. – Jeeestem – krzyknąłem, chociaż wolało bym, żeby mnie nie było. Poprawiłem sobie koszulkę i wyruszyłem w przymusową podróż na parter. – Chciałeś czegoś ? – zapytałem patrząc na Hazze kątem oka, przechodząc do kuchni, aby odłożyć kubek. Harry ruszył za mną. Odstawiłem kubek do zmywarki i odwracając się oparłem się rękami o blat. Harry bez żadnych zahamowań wskoczył swoim tyłkiem na mój stół i zaczął :
-Posłuchaj. Wiem, że jest ci ciężko po zerwaniu z El. Um.. Eleonor – poprawił się – I dlatego po pierwsze : sadzę, że powinieneś wrócić do nas, do domu. Będzie ci raźniej z nami, a tu tylko wszystko przypomina ci o NIEJ. Podkreślił to słowo jak by była co najmniej kimś ważnym. Dla mnie jest teraz nikim… Przynajmniej tak mi się wydaje. Odwróciłem się w stronę ściany, nie lubiłem o niej gadać.
- A po drugie : nie możesz udawać jakiejś awarii, której nie było tylko po to żeby się od nas odciąć.
- Tyle, że ja naprawdę niczego nie udawałem. –uśmiechnąłem się lekko myśląc o tej dziewczynie.
-A co się stało ? Pewnie ci dom zalało. Co nie…. – nie odpowiedziałem, bo przypominając sobie o tej dziewczynie. Znowu na myśl nasuwało mi się tyle pytań na które nie byłem w stanie odpowiedzieć… Po prostu byłem w stanie myśleć tylko o niej i o niczym więcej. Ocknąłem się dopiero wtedy kiedy Loczek zaczął machać mi rękoma przed oczami dając mi do zrozumienia, że on tu jest, a ja nie odpowiadam mu od 5 minut. Przetarłem oczy i zacząłem :
- A więc uznałem, ze pójdę do studia wcześniej, że może oderwę się od codzienności i, że może poznam kogoś… nowego ? – powiedziałem
- I co znalazłeś ? – Harry otworzył oczy. Zapewne myślał już, że chodzi mi o jakąś łatwą blondynkę, która chodzi w ciasnych krótkich spódniczkach.
- Tak…. – postanowiłem potrzymać go w niepewności.
- Kogo ? Mów człowieku – powiedział Hazza zaczynając żuć gumę (której wcześniej nie zauważyłem o,O) tak, że jego mlaskanie dało się słyszeć w salonie.
- Elene… Można powiedzieć, że złamałem jej nogę… - niechętnie powiedziałem. Mogłem ominąć ten szczegół. -,-
- O ! Bossko. Gdzie ona teraz jest ? – zapytał
- Noo Yyy – podrapałem się w głowę – w szpitalu…
- Weź mnie ! Plisss Pliss Plisss – zrobił minę biednego szczeniaczka i zeskoczył ze stołu.
- No dobra… - powiedziałem kierując się w stronę korytarza – Jutro o 11 u mnie pod domem - powiedziałem otwierając Hazzie drzwi. Wyszedł tylko poprawiając sobie loczki, a gdy był już na ulicy krzyknął do mnie jeszcze :
- Nie zapomnij ! – na co ja nie odpowiedziałem tylko pomachałem do niego i zamknąłem drzwi. „Szkoda tylko, że Elena nie jest kimś o kim on myśli” – pomyślałem.

                                                                            ***

Dobra 1 rozdział jest. Jak się podoba ? Nie umiem pisać początków liczę na szczere oceny, napiszcie co mam poprawić w pisaniu, ale weźcie pod uwagę, że moje pisanie początków jest kiepskie i to mój 1 blog....
Rozdziały będą dodawane co około tydzień. I liczę na jakieś komentarze, lub coś. ;))

2 komentarze:

  1. Ciekawy początek. ;)
    Czekam na dalszy rozwój akcji. xoxo
    Zapraszam do mnie -> http://australianhoranslove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówiłam,że kocham jak Louis gra pierwsze skrzypce w opowiadaniach ? Nie ? to mówię, kocham Louis i Elene, bo lubię to imię. I oficjalnie o dziś kocham Twoje opowiadanie siostrzyczko. :)

    OdpowiedzUsuń